Jak być mistrzem (nie)zorganizowania – krótki poradnik

Pół życia dokładam wszelkich starań, aby być bardziej zorganizowaną osobą. Czytam blogowe poradniki, które mówią mi jak się zorganizować, próbuje wprowadzać je w życie i kupuje wypasione kalendarze, które powinny być mocno motywujące. Ale taka już jestem ja i moja sumienność – że nie zawsze pełna lista zadań do zrobienia napisana ładną czcionką i wyłączony facebook zmotywuje mnie do działania. Czasem wolę poleżeć cały dzień i wieczorem podjąć wyzwanie zrobienia wielu rzeczy na raz. Zwykle się nie udaje, a ja nadaje sobie wtedy tytuł mistrza braku organizacji – bo fakt, że mam zapisane daty egzaminów w sesji w małym kalendarzyku w jeszcze mniejsze leniwce raczej nie czyni mnie człowiekiem zorganizowanym. Bardziej czyni mnie leniwcem, jeśli już miałabym wybierać. Bo komu by się potem chciało pisać po ludziach o termin egzaminu z psychologii, no komu?

Także jako samozwańczy mistrz niezorganizowania podaję Wam kilka zasad, jakie musicie spełnić, aby też zostać takim mistrzem. Kto wie, może już nim jesteście, a nawet nie wiecie?

  1. Wydaj miliony monet na idealny planner.
    Bo przecież każdy poradnik na temat dobrej organizacji czasu powie Ci, że dobry kalendarz, tudzież planner, to podstawa. Więc zacznij poszukiwania tego jedynego, najlepszego i, jak się wkrótce okaże, najdroższego kalendarza w Twoim życiu. Ewentualnie zrób tak jak ja – kup dwa tańsze (co z tego, że razem kosztowały tyle co ten droższy – teraz masz aż DWA!) i noś ze sobą raz jeden, raz drugi, innym razem – oba. A jak już zdecydujesz się w nich cokolwiek zapisywać to przypadkiem ich nie synchronizuj – dwa kalendarze, dwie osobowości, dwa spotkania w jednym czasie… No właśnie, na co komu jeden planner, skoro można mieć dwa?
    Co dalej? Skoro miejsce na zapisywanie planów i zadań już mamy, to czas zebrać dodatki. Kolorowe długopisy, słodkie naklejki czy motywujące zakładki. A gdy komplet już zebrany to nam, mistrzom braku organizacji, nie pozostaje nic innego jak odłożenie naszego ekwipunku w kąt i zapomnienie o nim. Ewentualnie noszenie go ze sobą przez pierwszy tydzień naszego zorganizowanego życia i dopiero wtedy – zapomnienie o nim.
    foko4dpxamq-eric-rothermel
  2. Noś ze sobą idealny planner zawsze i wszędzie.
    Bo niech Was nie zmyli to wyżej wspomniane odłożenie kalendarza w kąt – niekoniecznie musi być to kąt biurka czy pokoju. U mnie jest to torebka – bo niby kalendarz mam ze sobą zawsze, ale gdy znajomi ustalają wieczór przy kręglach na wtorek, ja zapisuje go w głowie, zamiast na papierze; gdy planuję zakupy przedświąteczne swoje plany utrwalam na kolorowych karteczkach i wkładam do portfela, zamiast do mojego perfekcyjnego kalendarza. A jak już raz sobie w nim coś zapisałam to potem zrobiłam temu zdjęcie – żeby przypadkiem nie zapomnieć.
  3. Rób listy „to do”, „do tommorow”, „do oneday”, „never do it”.
    Rób je raz na miesiąc, jak Ci się w końcu przypomni… to zawsze coś, nie? Niech będą nieprofesjonalne i brzydkie, robione na jakimś strzępku papieru który zaraz zgubisz. Niech ich zrobienie zajmie Ci pół dnia, połowę Twojego wolnego czasu. Potem będzie już tylko czas na drzemkę, zjedzenie czegoś dobrego, sprawdzenie fejsa i nagle się okaże, że dzień się skończył, a jutro będą inne obowiązki, które znów trzeba będzie spisać. Podobno odhaczanie kolejno punktów z takiej listy rzeczy do zrobienia jako zrobione motywuje jeszcze bardziej, ale nas, mistrzów braku organizacji, chyba bardziej motywuje popołudniowa drzemka, zdecydowanie nie wpisana na listę. Zresztą mówią, że takie dążenie do wykonania wszystkiego co się na takiej liście znajduje może być niezdrowe i że trzeba być w tym względzie elastycznym. No i ja jestem – z 10 zapisanych zadań robię jedno, którym jest odpoczynek.
  4. Trzymaj się terminów.
    Bo w końcu nie ma nic gorszego niż nałożenie się na siebie kilku zadań na raz tylko przez zostawianie ich na ostatnią chwilę. Wiecie co wtedy robi mistrz niezorganizowania? Mówi „ojej” i powoli odrzuca zadania mniej ważne, aż zostaje jedno, może dwa najważniejsze. Ewentualnie to wszystko co miał zrobić przekłada na magiczne „kiedy indziej”.
  5. Wstawaj wczesnym rankiem, aby mieć więcej czasu.
    Ustaw 10 budzików, każdy z opcją drzemki, od 6 rano i każdy co 5 minut. Jak już wszystkie zadzwonią i wybudzą wszystkich oprócz Ciebie to śpij do której chcesz. Czyli do południa. Potem pół dnia panikuj, że nie zdążysz zrobić wszystkiego, co sobie zaplanowałeś.
  6. Wysypiaj się.
    Patrz wyżej + miej świadomość, że budzik wczesnym rankiem nie jest najlepszym pomysłem, jeśli do 3 nad ranem oglądałeś seriale. Więc odpuść wczesną pobudkę współlokatorom i po prostu śpij do popołudnia.
  7. Zrób pranie i umyj naczynia, aby Cię nie rozpraszały w pracy.
    A że Ty lubisz robić pranie najlepiej jak potrafisz (szczególnie gdy masz masę innych obowiązków) to niech zajmie Ci ono cały dzień i nie zostawi chwili na pracę. Bądź jak student przed sesją, który zamiast się uczyć to sprząta. Bądź jak on.
  8. Wyłącz Facebooka.
    Bo to zjadacz czasu. Ale włącz Netflixa, sprawdź pocztę 9643 razy, odpal YouTuba, weź drzemkę, zrób herbatkę, sprawdź drugą pocztę, wyjdź z mieszkania sprawdzić prawdziwą skrzynkę pocztową, a potem włącz fejsa, tak tylko na chwilkę… Dobry wieczór!

To jak, są tu jacyś mistrzowie niezorganizowania?
Karolina

 

Dziel się pozytywną energią!
EMAIL
Facebook
Facebook
Google+
http://realizuj.eu/2016/12/27/byc-mistrzem-niezorganizowania-krotki-poradnik/
Twitter
Visit Us
PINTEREST
LinkedIn