Dlaczego kupiłam kolejnego kaktusa (skoro poprzednie zabiłam)?

Są na świecie ludzie, którzy maja talent do kwiatków. Ja owego talentu nie posiadam i mam na to kilka dowodów w postaci zeschniętych paprotek, spragnionych zielonolistnych i kilku zabitych kaktusów. A przez zabitych rozumie się – ususzonych, zgniłych i zepchniętych z parapetu. (Tak, da się!)

Moja przygoda z kwiatkami zaczęła się od dwóch, maleńkich, przesłodkich kaktusików. Takich co wiecie, kuszą swoją słodkością i maleńkością we wszystkich supermarketach. Do tej uroczej dwójki jakiś czas później dołączył jeden nieco większy, ale równie fajny. Zapytacie pewnie, czemu kaktusy? Otóż regularne podlewanie nie jest moją najmocniejszą stroną. Poza tym mam jakiś uraz to storczyków (bo ile można!) i zielonych badyli (ani to słodkie, ani kolorowe), których w moim domu zawsze było pełno. Także padło na kaktusy, bo podobno miały być najmniej wymagające, a jakieś kwiatki na parapecie wypada przecież mieć. Jak się pewnie domyślacie – długo to one nie pożyły. Ale wiele się dzięki tej znajomości nauczyłam. Po pierwsze – że kaktusy da się zasuszyć, choć każdy zawsze powtarzał mi, że nie. Ale w końcu kaktusy to też kwiatki i one też lubią pić wodę (rzadko, bo rzadko, ale jednak). Po drugie – że jeśli masz kota, który uwielbia łazić po parapecie to kwiatki długo na nim nie postoją, bo kot, jak to kot, zna swoje miejsce i wie, jak wykurzyć z niego wrogów (znaczy jak zepchnąć doniczki na ziemię). Po trzecie i najważniejsze – że one też potrzebują miłości.

tzrrwkqt9mm-oliver-pacas

Pełna nowych doświadczeń i gotowa na wyzwania postanowiłam jak najszybciej przygarnąć nowych przyjaciół. Trochę mi z tym zeszło (chociaż 4 lata to nie tak długo znowu!) i po powtarzaniu co najmniej raz w tygodniu, że muszę kupić sobie kaktusa – uprzedzili mnie przyjaciele, którzy podarowali mi go na urodziny. Był cudowny, musicie mi wierzyć! Duży, dostojny, kujący, zielony i miał piękną doniczkę. Dbałam o niego, podlewałam, komplementowałam i kupiłam nawet specjalną ziemię do kaktusów i przesadziłam do większej doniczki, którą pięknie ozdobiłam. Co prawda przeżył jeden poważny upadek z parapetu, ale wydawał się po nim całkiem stabilny (oprócz tego, że nie chciał więcej stać – no cóż). Po jakimś czasie sprezentowałam sobie i jemu małego sukulenta, więc towarzystwo też miał przednie. Jednak, jak się pewnie domyślacie – mój Stefan (bo tak go nazywałam) przeżył zaledwie rok (piękny rok!). Wraz z nim zginął sukulent – zakładam, że to ze smutku, bo przez ostatnie swoje dni był jakiś taki wysuszony (a wodę dostawał regularnie przecież). Po tym roku jednak też nauczyłam się kilku ważnych rzeczy, jeśli chodzi o mieszkanie z kaktusami. Po pierwsze – nie należy ich podlewać aż tak często, jak myślałam po ostatnich kaktusowych porażkach. Po drugie – nie należy ich stawiać przy otwartym oknie, gdy na zewnątrz hula wiatr. W tej bitwie nawet najcięższa doniczka nie ma szans. A kaktus na podłodze to nie najlepszy widok. Wiatr 1:0 kaktus. Po trzecie – kwiaty mnie nie lubią.

Pytanie brzmi: co mi strzeliło do głowy, że znów zafundowałam sobie tę rozrywkę w postaci pięknego kaktusa z jeszcze fajniejszą doniczką i dlaczego mam zamiar przechodzić przez to wszystko jeszcze raz?

Są czasem takie rzeczy, w których chcemy dojść do perfekcji. Nie chcę być idealnym hodowcą kaktusów. Ale chcę sprawić, aby chociaż jednemu żyło się ze mną dobrze i długo. Chcę mieć fajnego kaktusa. A to, że z każdym kolejnym zabitym mam jeszcze więcej doświadczenia – to nie przeszkadza. Kto wie, może kiedyś będę miała dom pełen kaktusów i sukulentów? Do tego długa droga, najpierw muszę się ładnie opiekować nowym domownikiem, coby przede wszystkim nie wylądował na podłodze ze stresu i abym go przypadkiem nie ususzyła i nie zalała zbyt dużą ilością wo… miłości!

Są rzeczy do których wracamy mimo porażek. Często jest to przysłowiowe walenie głową w mur i nic dobrego z tego nie wychodzi, jedynie głowa potem boli. Ale zdarza się, że oprócz bolącej głowy wynosimy doświadczenie. A tego nigdy mało, nie sądzicie? Są też rzeczy, które naprawdę nam nie wychodzą, za którymi w sumie nie przepadamy i powtarzamy sobie, że to nie dla nas, że czas zacząć szukać innego zajęcia. A mimo to wciąż jednak próbujemy. I wciąż i wciąż. Są rzeczy o których kiedyś mówiliśmy, że nigdy nie będą z nami kojarzone. Bo to nie nasza bajka. A czasem coś jednak kusi, aby spróbować. Ja zawsze powtarzałam, że jestem totalnie nieroślinna i nie lubię roślin, a w swoim własnym domu nie będę mieć kwiatów, z wyjątkiem kaktusów i kolorowych bukietów w wazonie. Ale może właśnie od tego się zaczyna? Może to trochę jak z czytaniem książek? Dopóki nie znajdzie się tej swojej, perfekcyjnej, ciekawej – to z góry zakłada się, że czytanie to nuda. Ale jak już coś zaskoczy, jak opowieść nas wciągnie i zakochamy się w czytaniu to nie poprzestaniemy na szukaniu czegoś dla siebie. I będziemy się tym czymś otaczać każdego dnia.

Także kto wie, może za jakiś czas kwiaty nie będą przy mnie usychać, a konewka nie będzie się kurzyć? Zanim to się jednak stanie to przedemną niezłe zadanie – nie zabić nowego domownika!

To jak, macie jakieś dobre rady w sprawie hodowli super kaktusów?
Karolina

Dziel się pozytywną energią!
EMAIL
Facebook
Facebook
Google+
http://realizuj.eu/2016/12/02/kolejny-kaktus/
Twitter
Visit Us
PINTEREST
LinkedIn
  • Bardzo imponuje mi Twój upór i wytrwałość do tego, aby ostatecznie zrobić coś fajnego (heloł, kaktus na Instagrama musi być, lajki się muszą zgadzać, nie?). Ja z kaktusami zacząłem swoją przygodę niedawno, bo może z tydzień temu. W Poznańskiej palmiarni odbywało się święto sukulentów i kaktusów właśnie – trochę sobie pogadałem z hodowcami i tak wyszło, że nie mogłem się powstrzymać, aby jakiegoś nie kupić. Uwielbiam słuchać ludzi z pasją, mega doświadczenie. 🙂

    Tak w ogóle szacuneczek – napisałaś całkiem długi tekst o…głupich kaktusach. I to wcale nie o ich hodowaniu! 😀 Fajnie połączyłaś kaktusa z lekcją o wytrwałości.

    • Dziękuję za miłe słowa! Nawet nie myślałam, żeby pisać o hodowaniu – popatrzyłam na nowy zakup i tak jakoś samo wyszło, co ja mam do tych kaktusów i że fajnie byłoby to spisać 😀
      Aaa i dowiedziałeś się czegoś ciekawego od hodowców? Jakieś złote rady na temat kaktusów? 😀