Wnioski z bycia studentem / słoikiem – miesiąc pierwszy

Powoli mija już miesiąc, odkąd mogę poszczycić się dumnym tytułem studenta. Postanowiłam więc z tej okazji spisać kilka wniosków i w sześciu punktach ujęłam to, co siedzi w głowie pierwszakowi takiemu jak ja, który pierwszy raz od miesiąca śpi we własnym domowym łóżku i zajada się obiadkiem od mamy. Słoiki i mrożonki szykują się już do podróży, a ja próbuję ogarnąć to wszystko. Czy jest fajnie? Czy warto było? No chodźcie, chodźcie, poniższe wnioski nie gryzą!

  1. Czekolada i żelki kuszą bardziej niż zwykle
    … ale też bardziej niż zwykle obciążają portfel. Szczególnie, jeśli jesteś jakieś 500 km od domu i głupio jest Ci dzwonić do rodziców i prosić o pieniądze, tłumacząc się, że wydałeś ostatnie oszczędności na misie-żelki i teraz nie masz za co żyć. Poza tym okazuje się, że jedzenie jest bardzo drogie i jeśli zakupy robi się regularnie (i tak samo regularnie się je zjada) to wizja większej sumki na koncie jest bardzo odległym marzeniem. Nawet sobie nie chce wyobrażać ile więcej wydawalibyśmy w supermarketach, gdyby w zamrażalce nie czekały na nas setki wylepionych miesiąc wcześniej przez babcię pierogów, a w lodówce nie czaiłyby się na nas słoiki z kiszonkami, bigosem i niezawodnymi klopsikami. Także zdrowe odżywianie zostawmy może na okres „po studiach” i chodźmy zajadać się „słoikami”!
  2. Studia to skupisko dziwacznych i różnorodnych osobników.
    Jednakże mówiąc „dziwacznych” mam na myśli same dobrze rzeczy! Poznasz tu ludzi z pasją, ludzi podobnych do siebie, ale też całkiem innych. Ludzi tak wyjątkowych, że chciałbyś ich tylko słuchać i słuchać, obieżyświatów i chojraków, miłośników, pesymistów, optymistów, poetów, brodaczy, filozofów – i każdy z nich będzie miał własną historię do opowiedzenia. Od Ciebie tylko zależy, czy będziesz na tyle otwarty, aby jej wysłuchać i się nią zainspirować. Każdy z nas jest inny i pochodzi z innego zakątka świata – każdy z nas może inspirować innych.
  3. Masz tak dużo czasu, że nie masz pojęcia co z nim robić.
    A cokolwiek dla siebie nie wymyślisz – i tak odrzucisz. Bo z jednej strony fajnie byłoby ten czas czymś zapełnić, a z drugiej przecież nie ma nic złego w nicnierobieniu, prawda? Polecałabym jednak coś dla siebie znaleźć, jakieś hobby, pracę, koło naukowe, może nawet bloga założyć – lepszy rydz niż nic! Zbyt duża ilość wolnego czasu skutkuje frustracją – bo niby masz go tak wiele, a nawet notatek na zajęcia nie zdążysz zrobić. Jestem zwolenniczką teorii, że im mniej mamy czasu – tym więcej zrobimy. I sama muszę się w końcu na jakieś zajęcie zdecydować (a to też nie jest taka łatwa rzecz!). Zawsze też można spróbować studiować dwa kierunki równolegle (w tym niech znajdzie się filozofia – ot tak, dla przyjemności!), plus jeden zaocznie, być w kilku kołach naukowych i mieć jeszcze kilka zajęć, które pochłaniają bez reszty. Ej, nie śmiejcie się – z pierwszej ręki wiem, że tacy ludzie istnieją!
  4. Przytulanie na porządku dziennym
    … najpierw w tramwaju, chwilę później w autobusie. A po kilku godzinach znów to samo, tylko zaczynając od autobusu. Oh!, jak ja lubię te zatłoczone środki komunikacji miejskiej! Jeszcze nigdy nie miałam okazji trwać aż tak długo w jednym, wielkim grupowym przytulasie, co podczas tej półgodzinnej drogi w autobusie na uczelnię. Podobno każdy przytulas jest coś wart i poprawia samopoczucie, także… TULI, TULI?
  5. Wydarzeń tak dużo, a Ty tylko jeden.
    Targi kariery? Spoko, chętnie. Czarny protest? Oczywiście! Premiera nowego Harrego Pottera? Nie ma sprawy! Festiwal gier planszowych? Biorę udział! Szkolenie z iSpotem? Kto jak nie ja?! Otrzęsiny w klubie? Impreza Halloween? Spotkanie Social Media? Wykład o kosmetykach naturalnych? Festiwal Yogi? Meeting blogerów? CHĘTNIE! Tylko potem okazuje się, że tutaj w sumie to było całkiem nudno, tam nie poszłam, bo zaspałam, a na kolejną w tym tygodniu imprezę już naprawdę nie chciało mi się iść. Słowo klucz: selekcja. Przeskok z małego miasta, w którym coś fajniejszego działo się raz na kilka miesięcy, do wielkiego, gdzie coś fajnego jest kilka razy w tygodniu to nie najłatwiejsza sprawa. Chciałoby się wziąć udział we wszystkim, ale czy warto? Czas się chyba przyzwyczaić, że wydarzeń będzie sporo i trzeba będzie wybierać, żeby nie zwariować. Bo sen też jest fajnym „wydarzeniem”, szczególnie dla naszego organizmu!
  6. Jest fajnie!
    Czasem trochę trudniej, innym razem całkiem prosto. Raz zupa wyjdzie za słona, a raz jak spod ręki mamy. Nie ma na co narzekać, choć czasem wydaje się, że powodów jest aż za wiele. Wychodzi na to, że te studia to całkiem fajne są. Chociaż podobno przed pierwszą sesją to jeszcze nie znam życia, więc mogę się mylić. Ale jestem dobrej myśli. Ludzie fajni, miejsca super, wydarzenia często po prostu genialne. Nawet niektóre zajęcia na uczelni są bardzo spoko! Więc skoro pierwszy miesiąc był udany, to reszta też będzie. A jeśli nie to przecież zawsze są jakieś plany B, C, D… i tak aż do Z!

 

Fajnego życia!
Karolina

Dziel się pozytywną energią!
EMAIL
Facebook
Facebook
Google+
http://realizuj.eu/2016/10/31/wnioski-z-bycia-studentem/
Twitter
Visit Us
PINTEREST
LinkedIn
  • Zgadza się. Najlepiej pamiętam przeżycie wniosku nr1. Mieszkając w akademiku chipsy jadłyśmy od święta, raz w miesiącu, ciastka tylko przy powrocie do domu, a jedynym napojem gazowanym były tabletki musujące z magnezem wrzucane do wody 😀
    Ach, to był najlepszy czas w moim życiu! Robisz co chcesz i kiedy chcesz. Masz czas na spełnianie się, szukanie i kształtowanie charakteru. Oby i Tobie na dobre wyszło!
    Pozdrawiam 🙂

    • Dziękuję! A co do słodyczy to może przynajmniej będzie to sprzyjać dobrej sylwetce 😀 chociaż pewnie wracając do domu raz na miesiąc będę się obżerać tyle, że nawet o zgrabnej figurze mogę zapomnieć 😀