Dlaczego po maturze nie powinieneś iść na informatykę

Ponad 258 tysięcy młodych ludzi odebrało wczoraj swoje wyniki matur. Były uśmiechy, łzy, radość i smutek. Było powtarzanie sobie w głowie, że to tylko głupi świstek papieru. Było dużo trzymanych kciuków. O północy, minutę przed opublikowaniem wyników, na stronie internetowej OKE padły serwery, poleciały hejty na ich informatyków, a i zakładam, że następnego dnia co najmniej kilka tysięcy ludzi czuło się śpiąco przez to odświeżanie strony aż do samego rana. Mniejsza o to. Emocji było wiele, jednak to jeszcze nie moment, gdy ta radość jest na 100%. Będzie ona taka dopiero wtedy, gdy okaże się, że dostaliśmy się na wymarzoną uczelnie. W końcu nie wiemy jeszcze, jak poszło reszcie Polski i gdzie ta reszta, której poszło lepiej od nas wybiera się na studia. No dobra, jak poszło, to niby wiemy, jakieś tam statystyki są, Internet już nawet zdążył zacząć dyskusję o naciąganiu wyników matury przez komisję, ale to zostawię bez większego komentarza, bo większego absurdu dawno nie słyszałam. (Poza tym Segritta świetnie ujęła temat, o tutaj!) Nie wiemy jednak, gdzie reszta piszących w tym roku wybiera się na studia. Sami dowiemy się dopiero za kilka dni. A że to całkiem dużo czasu, to poruszmy inną kwestię.

Wczoraj właśnie nadszedł ostatni moment, w którym musimy zdecydować, co chcemy robić przez najbliższe kilka lat. Wielu zdecydowało już dawno temu, ale nie brakuje takich, którzy mieli nadzieję, że to wyniki matur podpowiedzą im, co teraz wybrać. Mają czas jakoś do jutra, bo uczelnie powoli zamykają rekrutację. Więc co dalej, gdy nie wiemy co dalej? Czy powinnam studiować coś, co się opłaca? A jeśli tak, to co się opłaca? A może powinnam wyjechać w Bieszczady, zostać góralem i wypasać owce? Cóż, w sumie to mamy dwie opcje, posłuchajcie.

 

Pierwsza z nich to klasyczny rok przerwy (lub więcej). Jeśli nie wiecie, nie chcecie, nie macie pieniędzy – rok przerwy będzie okej. Możecie podróżować, szukać pasji, próbować co tydzień innej pracy, nauczyć się gotowania, wyprowadzić się od rodziców i żyć tak, jak się wam podoba (no, prawie). I oczywiście, każdą z tych rzeczy możecie robić chodząc na studia, ale uważam, że jeśli ktoś naprawdę nie czuje potrzeby studiowania to niech nie robi tego na siłę. Ja czuję taką potrzebę, po prostu chcę tego spróbować, poza tym wybieram się na kierunki, które naprawdę mnie interesują, ale jestem w stanie zrozumieć, że ktoś nie ma takiego parcia. Że mu się nie chce teraz. Że wolałby wszystko, byleby nie to. Rodzice nalegają na studia? Mówią, że po roku przerwy się rozleniwisz i nie dasz rady wrócić? Że znajdziesz pracę i już o studiach nie będziesz myślał? No proszę was, ja jestem się w stanie rozleniwić przez jeden dzień, a jak znajdziesz dobrze płatną pracę i w poważaniu będziesz miał studiowanie to chyba nie najgorszy scenariusz, szczególnie że po studiach nie masz gwarancji, że jakąkolwiek pracę dostaniesz. A jeśli takie argumenty nie działają to… zbuntuj się. Choć raz to zrób. Jeśli w dyskusjach zawsze jesteś tym złym, to znajdź pracę, wynajmij mieszkanie ze znajomymi, którzy na te studia na przykład idą i żyj. I pokaż im, że się da być dobrym, zarabiającym i szczęśliwym człowiekiem bez studiów. No!

A jeśli nie rok (2, 3, 5 lat) przerwy, bo studiować byś jednak chciał, tak samo jak ja – to jedna rada for ju: kieruj się tam, gdzie nie umrze Twoja ciekawość. Są tacy szczęśliwcy, którzy choć nie wiedzą co chcą robić w życiu to są w stanie chociaż określić, co sprawi im przyjemność przez kilka kolejnych lat. I to są Ci ludzie, którzy bez odwracania wzorku, kręcenia głową, mamrotania pod nosem i dodawania do swojej wypowiedzi wyrażenie „ale to tak wstępnie, jeszcze się zastanawiam” odpowiedzą Ci na pytanie, co zamierzają studiować. Sama wybrałam combo: studia, które wydały mi się najciekawsze + miasto, które wydało mi się najbardziej inspirujące. I oprócz świadomości, że po tych studiach mogę nie znaleźć w ogóle pracy w zawodzie to mam też świadomość, że przez kilka kolejnych lat nie będę usypiać na wykładach i będę się uczyła choć trochę o tym, o czym uczę się sama od jakiegoś czasu. Będę się uczyła tego, co mnie ciekawi (mam taką nadzieję w każdym razie). Nie rozumiem jednak tych, którzy idą na dan kierunek, bo po ich ukończeniu będzie dużo hajsu i ogólnie praca. Po co Wam dobrze płatna praca, skoro po pięciu latach w tym zawodzie wciąż nie będziecie mogli znaleźć w nim niczego fajnego i poniedziałek będzie dla was najgorszym dniem tygodnia bo trzeba będzie tam wracać, do tej „najgorszej na świecie roboty”. I robić rzeczy, których nie lubicie. Spotykać ludzi, którzy was nie rozumieją, bo sami uwielbiają swoją pracę. To, że Twój znajomy, którzy zawsze interesował się komputerami poszedł na Informatykę i teraz zarabia 10 tysięcy miesięcznie i jest zadowolony nie znaczy, że Ty, które zawsze wolałeś czytać książki czy robić kawę też będziesz zadowolony. Spróbować informatyki na próbę, bo a nuż grzebanie w komputerach i kodach html Ci się spodoba – okej. Ale zakładanie od razu, że taka będzie Twoja przyszłość? Radzę przemyśleć.

Do szału doprowadzają mnie ludzie, którzy krytykują dane kierunki i argumentują je tym, że nie ma po nich pracy. A powiem wam tak: jeśli człowiek zaradny to i po filozofii znajdzie dobrze płatną pracę związaną z tym kierunkiem. A jeśli ktoś liczy na to, że samo się zrobi i pracę po studiach załatwi mu uczelnia to nawet po informatyce może wylądować na kasie w jakimś markecie bez dalszych perspektyw. I tam już zostać. Więc nie dzielcie kierunków na danych uczelniach na te przyszłościowe, nieprzyszłościowe, te po których są dobre zarobki i marne zarobki, te po których znajdziesz pracę i te, po których będziesz jej szukał miesiącami. Dzielcie je na ciekawe i nieciekawe. A że jednych zaciekawi anatomia człowieka, innych filozoficzne podejście do pewnych spraw, a jeszcze kogoś zarządzanie projektami społecznymi to tylko świadczy o tym, że każdy ma inne zainteresowania. I nie krytykujcie, jeśli ktoś idzie na dziennikarstwo. Jeśli jest tego ciekawy to niech idzie. Niech się przekona i skończy po semestrze lub po kilku latach. Niech szuka.

I wy sami też szukajcie. Nie sztuką jest pójść na przyszłościowy kierunek i zakuwać dniami i nocami, byleby przetrwać i zadowolić rodziców i dziadków, że skończyło się prawo czy medycynę. Sztuka jest znaleźć coś, co was zaciekawi i wciągnie jeszcze bardziej w świat, który was interesuje. Sztuką jest uczyć się tego, czego chcesz się uczyć. Nie po to są w końcu studia? Gdybym chciała tylko zawód, poszłabym do zawodówki. A mi się marzy aby jeszcze się czegoś dowiedzieć. I wybrałam coś, czego w liceum rozwinąć nie mogłam, więc może na studiach się uda.

Mądrych i ciekawy(ski)ch wyborów.
Karolina

Dziel się pozytywną energią!
EMAIL
Facebook
Facebook
Google+
http://realizuj.eu/2016/07/07/dlaczego-maturze-powinienes-isc-informatyke/
Twitter
Visit Us
PINTEREST
LinkedIn
  • Ja nie wyobrażałam sobie nie iść na studia. Dla mnie to był bardzo naturalny etap. Po liceum ZAWSZE są studia. Od dziecka wyobrażałam sobie siebie na uczelni. Oczywiście wiem, że nie wszyscy tak to widzą i nie mam z tym najmniejszego problemu, o ile sobie radzą. Gorzej, gdy zostają u rodziców i zamiast wziąć się za siebie, całe dnie spędzają w domu lub w klubach, bo przecież rodzice dają. To jest jakiś absurd.
    Przy okazji – mogę zapytać na co składasz papiery? 🙂
    I serio podałaś własny tekst na blogu? Nieźle. 😀

    • Ja też zawsze wyobrażałam sobie siebie na uczelni, marzyłam o tych studiach i w końcu nadchodzi ten etap <3 A składam w różne miesjca, ale najbardziej zależy mi na Wrocławiu i kierunkach związanych z mediami 🙂
      A co do rozszerzonego polskiego to jak już się tam siedzi i nic totalnie człowiekowi do głowy nie przychodzi to własnie wpada na takie rzeczy jak "o kurczę, przecież ja już o tym pisałam!" a potem takie "ale wypada podać swój własny tekst?" i podałam 😀 wciąż jestem w szoku widząc wynik 😀

  • Dobrze ujęte. Nie potrafiłabym studiować z przymusu. Już nawet sam fakt, że będę musiała poprawiać maturę za rok a przez ten czas kontynuować korepetycje i studiować analitykę medyczną przyprawiał mnie trochę o dreszcze. Warto dodać także, że mimo tego maratonu wokół, gdzie każdy człek w naszym wieku pędzi na piątce byleby się wyprowadzić, byleby już zacząć studia, niezależność, nowe życie, nowe miejsce, warto na chwilę się zatrzymać i tak jak np. ja po prostu dać sb rok i się podszlifować. No cóż, świat się nie zawali, jeśli jeszcze rok sobie posiedzę w domu i wrócę na stare biolchemowe śmieci. Chyba rok w porównaniu do 40 lat póżniejszej pracy to niewielki ból. Pozdrawiam 😉

  • Ja nie wiem co to się dzieje – co na bloga nie wejdę, to posty o studiach… Wybrałem sobie chyba zły moment na bronienie licencjatu i pisanie o nim na blogu, bo może zaginąć wśród tych studenckich postów… W kwestii informatyki, czy innego „super-przyszłościowego kierunku” to spróbowanie jest najlepszą opcją. Sam tak zrobiłem. Postudiowałem przez rok elektronikę i telekomunikację, by w drugim semestrze zaliczyć tylko wf i lektorat z angielskiego, i zacząć od nowa na filologii polskiej, co okazało się chyba najlepszym wyborem w moim życiu. Trzymam kciuki za owocne wyniki rekrutacji! 🙂

    • To jest jak z szukaniem hobby -popróbuj wszystkiego, może Ci coś do gustu przypadnie 😀 Dzięki za kciuki <3

  • Przede mną jeszcze dużo czasu, ale już wiem, co będę robić po maturze. Nie, nie studia. Gap year i wolontariat europejski. Potem studia, które nie gwarantują mi dobrze płatnej pracy, ale takie, które sprawią mi przyjemność. Potem dziekanka, podróże, swój własny mały biznes… Moje życie, moje wybory. Będzie fajnie 🙂

    • Fajnie słyszeć, że ktoś ma konkretny plan na najbliższe lata! 🙂 Powodzenia, trzymam kciuki aby wszystko poszło po Twojej myśli!

      • Dzięki, mam nadzieję, że się uda 🙂 Chorowałam na wakacyjnym wyjeździe, więc miałam okazję sobie przemyśleć to i owo… Jednak nie żałuję tych kilku dni prawie samej w czterech ścianach, wręcz przeciwnie.