Jak zmarnować wakacje mimo dobrych chęci?

Miesiąc temu zaczęłam najdłuższe wakacje życia. Napisałam matury i w chwili, gdy wyszłam z sali po ostatniej z nich, czyli ustnym angielskim zaczęłam wdrażać w życie plan, który chytrze układałam już kilka miesięcy wcześniej. Tak w wielkim skrócie plan obejmował nie zmarnowanie tych czterech, pięknie zapowiadających się letnich miesięcy. I już po tym czasie mogę wam powiedzieć, że, kurczaczki, średnio mi idzie.

Chociaż też nie najgorzej. Miałam wiele planów i część z nich o dziwo udało się zrealizować. Jednak mimo to czuję lekki zawód, bo jak na te 45 dni wolności to zrobiłam niewiele. Wciąż czeka mnie zwiedzanie największych miast Polski, wciąż „planuję” kilka nieplanowanych, spontanicznych wyjazdów, wciąż chcę pewnego dnia wejść do lodziarni i zamówić wszystkie możliwe smaki lodów w jednym rożku, wciąż chcę przerobić swój pokój na ten z Pinteresta i Tumblra, wciąż chcę mieć tatuaż i oddać krew, marzy mi się skok na bungee i ze spadochronem, chcę wyjechać w Tatry i bardziej zmęczyć się wchodzeniem na Gubałówkę niż Giewont (jak zawsze!), mam plan przeczytać te wszystkie książki, które kupiłam i które zamierzam kupić i na które wciąż nie mam czasu, chcę poprawić częstotliwość i regularność publikowania na blogu, chcę zmienić lekko jego wygląd, chcę się nauczyć postaw informatyki (bo obsługa Googla to nie wszystko!), chcę się szkolić w puszczaniu wielkich baniek mydlanych, marzy mi się… kurczę, tak wiele rzeczy!

Wiele z tych planów nie będę mogła realizować bez pewnego zaplecza pieniężnego i przydałoby się na nie zapracować. Na całą resztę podobno potrzeba tylko chęci. No właśnie – podobno. Bo ja chęci mam. Każdego dnia więcej i mocniej chcę nie zmarnować tego czasu, który pozostał. I tu się okazuje, że jednak potrzeba czegoś więcej. Bo choć nalezę do osób, które dzień w piżamie z Facebookiem uważają za zmarnowany to często łapię się na tym, że już po śniadaniu zaczynam panikować, coby to zrobić aby jednak spędzić go inaczej. I kończy się na tym, że z piżamy przebieram się w t-shirt i dresowe spodenki, zjadam instagramową jajecznicę i panikować zaczynam dopiero chwilę potem. W rezultacie nie robię niczego pożytecznego. I choć miałam kilka takich bardzo produktywnych dni, ba! kilka pod rząd!, to byłam tak przemęczona tym „robieniem”, że od tamtej pory mój organizm chyba wciąż odreagowuje i broni się prokrastynajcą, aby tylko przypadkiem nie przyszło mi znów do głowy aż tyle latać i biegać i odpoczywać pracująco.

A ja właśnie tak bym chciała. Aby moje hobby, moja praca i to co robię aby nie marnować czasu było dla mnie odpoczynkiem. I abym nie musiała po tym dodatkowo jeszcze się relaksować. Bo na ten moment nie potrafię w pełni funkcjonować bez wypicia rano kawy lub zrobienia popołudniowej drzemki. A nawet w czasie matur tak nie miałam!

200H

Przyszło mi do głowy, że może to kwestia priorytetów i dostosowania swojego planu dnia do możliwości, a nie możliwości do wymarzonego planu dnia. Bo chcąc zbyt wiele można nieświadomie zmarnować szansę na fajnie spędzony czas. Bo planując tak wiele nie dajemy rady wszystkiego ogarnąć, frustrujemy się przez to, że nam nie wychodzi i chodzimy skwaszeni, że tak bardzo chcemy ale się nie da. A tu przecież chodzi o dobrą zabawę! To przecież wakacje!

Jeśli tak jak ja macie wiele planów na wakacje to mam dwie proste rady: zaplanujcie dobrze budżet i same wyjazdy, jednocześnie wciąż zachowując odpowiednią dawkę spontaniczności oraz nie dajcie ponieść się emocjom i poczuciu zrezygnowania, gdy połowa wakacji będzie za wami a wam udało zrealizować się zaledwie dwie rzeczy z listy do zrobienia. A żeby nie mieć poczucia marnowania dnia zróbcie sobie dłuuuugą listę małych tanich marzeń wakacyjnych. Zapiszcie tam puszczanie baniek na mieście, piknik na łące, wycieczki rowerowe i rolkowe, rzucanie się balonami z wodą w upalny dzień, zrobienie tarty z owocami, dzikie i kreatywne sesje zdjęciowe z przyjaciółmi, nauczenie się po 5 przypadkowych słów z kilku języków, malowanie kredą po ulicy, zobaczenie wschodu słońca, maraton filmowy (bajkowy!), zjedzenie czegoś, czego nigdy wcześniej nie jedliście, zrobienie czegoś pierwszy raz w życiu… Możliwości jest wiele. Każdego dnia zróbcie jedną małą rzecz, aby nie zmarnować tego wakacyjnego czasu.

Ja też spróbuję. Wiele planów mam, teraz czas je posegregować na te małe i duże. I przestać zamartwiać się drzemkami popołudniowymi w takie piękne dni. Będzie ich jeszcze wiele, nieprawdaż?

Niezmarnowanych wakacji!
Karolina

Dziel się pozytywną energią!
EMAIL
Facebook
Facebook
Google+
http://realizuj.eu/2016/07/02/jak-zmarnowac-wakacje-mimo-dobrych-checi/
Twitter
Visit Us
PINTEREST
LinkedIn