Dzieci Pani Wiosny, czyli zrób sobie dobrze odpowiednim czasem

Odkąd tylko zaczęłam stawiać swoje pierwsze kroki w stronę szkolnych murów rodzice powtarzali mi, abym pilnie uczyła się przede wszystkim zimą. Namawiali, aby siedzieć nad książkami długimi, zimowymi wieczorami, aby nałapać tych lepszych ocen, póki pogoda za oknem nie jest zbyt reprezentatywna i nie mam ochoty na częste randki pośród śniegu czy deszczu. Bo przecież potem przyjdzie wiosna, przyjdą długie, ciepłe wieczory, zaczną się spacerki, do głowy będą przychodzić głównie głupoty, a nauka odejdzie na dalszy plan, bo nie będzie na nią ani czasu, ani siły, ani motywacji. Nigdy z tej rady nie potrafiłam mądrze korzystać. Nie wiem jednak czy był to rezultat mojego uporu i chęci pokazania rodzicom, że na wiosnę wcale nie będę tylko gościem we własnym domu i wtedy naprawdę zacznę się uczyć, czy powodem jest rzecz dużo prostsza czyli to, że jestem dzieckiem kwietnia. I zimą totalnie mi się nic nie chciało. Bo gdy na zewnątrz szaro, buro i ponuro, a w środku dnia praktycznie jest już noc to po powrocie do domu ze szkoły moim największym marzeniem od zawsze było owinięcie się pięcioma najgrubszymi kocykami jakie znalazłam w domu, wyobrażenie sobie, że jestem smacznym burrito bez obowiązków i zapadnięcie w głęboki sen. Zimą nawet kawa nie była ratunkiem, bo z każdym jej łykiem byłam tylko coraz bardziej śpiąca, a w połowie kubka moja głowa lubiła zaprzyjaźniać się z klawiaturą komputera i wtedy już wybudzić była mnie w stanie tylko głęboko gdzieś zakorzeniona w świadomości myśl, że już późno i chyba czas jednak przenieść się na łóżko. Ból pleców wszystkiego przychodził kilka sekund później, wraz z obietnicą, że to się nigdy więcej nie powtórzy.

<powtarzało się>

Inaczej sytuacja ma się jednak, gdy przychodzą pierwsze błękitnookie dni. Każdy nuci pod nosem, że oprócz błękitnego nieba nic mu dzisiaj nie potrzeba, ptaszki budzą do życia największych śpiochów i nagle nawet to, że musisz o 6 rano stać na przystanku autobusowym jest jedną z najprzyjemniejszych rzeczy na ziemi. Z takim niebem, z takim słońcem, z taką energią (bez kawy!) można zdobywać świat. I właśnie w takie dni po szkole miałam siłę, aby siąść do nauki lub czegokolwiek bardziej pożytecznego od przespania popołudnia. Może i miałam w głowie głupoty, ale energii starczało na wszystko – na spacerki i liczenie delty. Błękitne niebo motywuje mnie bardziej niż mądre książki, kolorowe kwiaty i śpiew ptaków inspirują mnie nie mniej od tumblra, a słońce i to letnie powietrze wywołują spokój ducha lepszy od godzinnej sesji jogi. To zdecydowanie moja pora roku. Aż chce się strzelać arkusze maturalne. (Btw. ten kto ustalił maturę na maj jest całkiem spoko ziomkiem i, jak przypuszczam, także dzieckiem Pani Wiosny. Pjona!)

Chce Ci się, ale wciąż nic nie robisz, tak? Bo przecież właśnie o to nam wszystkim chodzi – potrzebna nam energia do robienia tego, co chcemy zrobić. Nie o to, żeby nam się tak chciało, jak nam się nie chce. Żeby chciało się chcieć. Tak często to słyszę, ale przecież my wszyscy mamy chęci, a nam się dupy po prostu ruszyć nie chce. Ale wiecie co? Musicie na to ruszanie się z miejsca znaleźć dla siebie odpowiedni czas. Zimowymi popołudniami, bez wyrzutów sumienia, śnić o pomysłach za milion dolców i zapisywać je w magicznym notatniku zaraz po przebudzeniu, a gdy zobaczycie pierwszego bociana na niebie wziąć się za ich realizację. Jak ja. Lub całkiem na odwrót. Jak wielu innych.  A może nie chcecie tego dzielić na pory roku? Może po prostu ustalcie odpowiedni cykl dnia i pracujcie w nocy, a śpijcie w ciągu dnia. Nie wiem jak wy, ale mi koło 2 w nocy pracuje się najlepiej – mam wtedy niesamowitą wenę i cudowne pomysły, a przy tym zero ochoty na sen. Bardzo możliwe, że powodem jest brak dostępnych znajomych na fejsie o 2 w nocy i generalnie niewiele się wtedy dzieje, ale właśnie dzięki temu nic mnie nie rozprasza i nawet do kuchni po kolejną herbatę nie schodzę, żeby nikogo w domu przypadkiem nie budzić. Ale ja to ja. A Wy to Wy. Więc sami musicie ustalić swój najlepszy czas. Bo może wystarczy, że zamiast zaczynać naukę (zbieranie znaczków, podlewanie kwiatów, skakanie na trampolinie) o 15 i przez dwie godziny narzekać, jak to wam bardzo źle i niedobrze i dopiero koło 17 dać się porwać w wir „robienia” to po prostu zacznijcie od razu o 17, a te dwie zaoszczędzone godziny przeznaczcie na swój ulubiony serial czy coś innego co bardzo lubicie i róbcie to bez wyrzutów sumienia. To jeden przykład, ale jak już wspomniałam, musicie szukać sami. Wierzę, że znajdziecie swoje błękitne niebo, które popchnie was do działania i że będzie to czas, podczas którego ruszenie się z fotela i wyłączenie fejsa nie będzie największą torturą świata. Będzie przyjemnością.

Gdy już to ogarniecie może życie nie stanie się nagle prostsze i łatwiejsze w użytkowaniu, ale z pewnością jest to dobry początek. A potem może nie będzie już z górki na pazurki, ale przynajmniej na jakiejś górce będziecie stali. A stamtąd już bliżej niż dalej do celu, co nie?

Trzymam za was mocno kciuki!
Karolina

Dziel się pozytywną energią!
EMAIL
Facebook
Facebook
Google+
http://realizuj.eu/2016/03/31/dzieci-pani-wiosny-czyli-zrob-dobrze-odpowiednim/
Twitter
Visit Us
PINTEREST
LinkedIn